Przejdź do głównej zawartości

Szops - Goodlife





To na pewno nie jest płyta na jeden odsłuch. Ba, za pierwszym razem może się w ogóle wydać jedną z kolejnych, niezłych produkcji, choć o zmarnowanym potencjale. Bo rzeczywiście- patrząc przez szkiełko i oko, nie wszystkie elementy zostały dopracowane do perfekcji. Mam na myśli głównie nierówne występy poszczególnych raperów.

Od razu jednak zaznaczam- „Goodlife” na pewno nie brzmiałby lepiej jako album jedynie instrumentalny. Owszem, produkcje Szopsa są świetne i nieporównywalne właściwie z nikim innym na polskiej scenie, ale sam beatmaker nie zdziałałyby tego samego, co w duecie z raperami. Symbioza na obu płaszczyznach zachodzi symetrycznie i nie mam na myśli tylko faktu, że żywiołowe zwrotki Pawła Wu, czy też VNMa zostały nawinięte pod odpowiednio dynamiczne podkłady, a Laik z Biszem zajęli te wolniejsze, ale i bardziej klimatyczne.

„Goodlife” posiada kilka naprawdę fantastycznych momentów. Mało kto oprócz Szopsa na polskiej scenie producenckiej potrafi tak stopniować emocje i dobrać do poszczególnych instrumentali raperów, którzy idealnie się w nie wpasowują. Weźmy na przykład singlowe „Koniec Naszego Świata”, gdzie skrajne emocje stoją obok siebie-  podniosłość i przebojowość refrenu kontrastuje ze spokojem niemal wyrecytowanych zwrotek Bisza, a oba te momenty wymieniają się dosłownie co chwilę. Podobnie sprawa ma się w najbardziej wyczekiwanym przed premierą „Łańcuchu Przeżyć”, gdzie warstwa muzyczna rozwija się z każdą kolejną szesnastką, by na końcu znów się wyciszyć przed ostatnim na trackliście, bezwokalnym „The End?”.  Kolejnymi świetnymi numerami są nieregularna rytmicznie „Moja Walka” z fantastycznym Bonsonem, który co chwilę zmienia akcentowanie i modyfikuje flow idealnie na potrzeby podłożonego bitu, prawie skandowane „Nie Ma Dni” oraz pełna brudu i zadziorności „Eskalacja Stylu” z Laikiem.

„Goodlife” posiada kilka naprawdę słabych momentów. Mroku i Laikike1 zupełnie nie poradzili sobie z konceptem „Mam Klucz Do twoich Powiek” przez co kawałek został przekombinowany i właściwie niestrawny- ciężko przebrnąć przez naciąganą modulację głosu Laika i te całe onomatopeje. Jak już zresztą wspomniałem Laik na krążku wyskakuje zewsząd, jednak nie zawsze są to skoki udane #Magik, bo choćby w „#SWAG” jego występ gdzieś w połowie tracku zaczyna po prostu męczyć. Zupełnie niepotrzebny w kontekście całości wydaje się też być instrumentalny „Soulmusic”- bezpłciowy, nie dość że rozkręcający się powoli, to pozbawiony  punktu kulminacyjnego numer nie wprowadza nic ciekawego, staje się zbędny.

Gdzieś pomiędzy tymi dwiema skrajnościami plasują się przeciętne występy Człowienia, który przegiął z defetyzmem, mało wciągającego Finkiera („Ostatni Taki Ułan” ratuje tylko śliczny damski wokal, pojawiający się na parę sekund pod koniec refrenu) oraz VNMa. Ten ostatni jak zwykle na potrzebę gościnki skorzystał ze swojego automatu do pisania zwrotek i wyszło.. jak zwykle- całkiem nieźle, ale do porzygu identycznie i na oklepany temat. Trochę ponad wymienioną trójką średniaków widnieje ksywka PeeRZeTa wprowadzającego na album; klasycznie nawinął kilka sucharów i kilka ciekawych punchy. W pakiecie również ciekawy, żywiołowy bit.

Tym samym dochodzimy do meritum, bo produkcja najnowszego dziecka Szopsa przebija właściwie wszystko, co dane mi było usłyszeć na przestrzeni paru ostatnich lat. Podkłady tętnią prawdziwą energią, są dopracowane do granic możliwości, co rusz zaskakują słuchacza. Żywe instrumenty- perkusja, gitara basowa, elektryczna (doskonale wykorzystana w „Kolorach Sznurowadeł”), sekcje dęte, skrzypce, czy świetnie brzmiący fortepian („Wszystko Po Swojemu”) są główną osią krążka i spełniają swoje zadanie bezbłędnie. Co ciekawe, na ogół instrumentale są mocno skomplikowane, efekty niemalże nakładają się na siebie, ale nigdy nie prowadzą do poczucia chaosu i nieładu. Czapki z głów, panie Szops. Szczególnie patrząc przez pryzmat poprzedniej jego płyty -„Synonimu Whiskey”- gdzie legitymował się niezłymi, ale mało odkrywczymi bangerami.

Powiew świeżości nie zawsze musi oznaczać rozwiązania niuskulowe. A jeśli ów powiew świeżości równa się naprawdę przemyślanej i świetnej płycie- nie potrzeba niczego więcej. Powtarzam- nie wszystko ze strony MC zostało wykonane w pełni perfekcyjne, ale z drugiej strony wspomniane wyżej świetne momenty zachęcają do ponownego odsłuchu. I jeszcze kilkunastu następnych.

9.0/10


do przeczytania również na RAPSITE.eu

Komentarze

  1. Ehh,jak można hejtować laika ,skoro to on z finkerem i może bonsonem pociągneli całą płytę (i Szops wiadomo,nawet nie muszę pisać)
    Bisz w większości przypadków zupełnie sobie nie poradził z podkładem,VNM wiadomo,paweł wu i człowień też bez szaleństw,nawet perzet który po pierwszym osłuchu wydawał mi się genialny bardzo szybko się opatrzył ;_;

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Koniec Naszego Świata" Bisza to chyba najlepszy numer na płycie, może obok "Moja Walka" Bonsona, ale IMO Bisz lepiej

      Usuń
  2. VNM jest bardzo cenionym polskim raperem, a ja jakoś za nim nie przepadam.

    pozdrawiam
    Kultura

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Tomb vs Filipek, czyli jak się zbłaźnić na własne życzenie

Tygodnik #2