Przejdź do głównej zawartości

Gedz - Serce Bije w Rytm


Przyznam szczerze, że nawet w najdalej posuniętych wyobrażeniach o „Serce Bije w Rytm” nie przewidywałem tak spektakularnego wejścia z buta i równie widowiskowego pokazu umiejętności. Było już w Polsce kilku raperów, których debiuty w postaci pełnoprawnej solówki bez mała zatrzęsły sceną w posadach, chociażby Zeus, Eis, Małpa, Ten Typ Mes. Do ów zaszczytnego grona z miejsca dołącza nie kto inny jak właśnie Gedz.

W czasie ogólnopolskiego zainteresowania newschoolem Gedziula naprawdę wyróżnia się spośród raperów, którzy w większości stawiają dopiero pierwsze kroki na nowoczesnych, elektronicznych i pokombinowanych bitach. W przypadku malborczanina nie ma już bowiem mowy o utartych hasłach, jak „eksperymenty ze stylistyką”, czy też „próbowanie czegoś nowego”. Gość siedzi bowiem w swoim nurcie na tyle długo, że zdążył w pełni dopracować własny styl, z którego aż bije świeżość i, warto podkreślić, nie mamy tu do czynienia ze zwykłym zżynaniem od Ameryczki. Po przejściu okresu, nazwijmy to „przygotowawczego”, obecnie zaczyna owijać sobie wokół palca dość szeroki odłam sceny, parający się z innowacyjnymi rozwiązaniami i dosadnie pokazuje, jak powinni wyglądać prawdziwi freshmani. Dobry pomysł na siebie to oczywiście tylko połowa sukcesu i dopiero konsekwentne się go trzymanie gwarantuje w jakimś stopniu przebicie na scenę. Do tego duetu gospodarz dodaje jeszcze sporą dawkę czystego talentu.

Gedz bez żadnych problemów panuje nad zróżnicowanymi i zaskakującymi bitami. To nie żaden pusty frazes. Nie odkrywa bowiem wszystkich kart na samym początku, wręcz bawi się podkładami i bardzo zgrabnie przeplata między nimi słowa. Charakteryzują go przede wszystkim niemal machinalne, kilkosekundowe zmiany rytmiki i krótkie, acz imponujące przyspieszenia, dające efekt idealnej symbiozy z instrumentalem. Nie stroni zarówno od frazowania, jak i od morderczo szybkiego wypluwania wyrazów na jednym wdechu jak w „Mówisz Mi Jak Mam Żyć”. A wszystko nawinięte na w większości szybkich podkładach, które nie pozwalają na jakiekolwiek ubytki w warsztacie. Warto wspomnieć również o wpadających w ucho refrenach (w "Serce Bije w Rytm", Grizzlee w „Królach Nocy”, lub fragmenty śpiewane).

Co ważne- nie odnotowałem żadnych rażąco prostych merytorycznie linijek. Na ogół wersy trzymają poziom, chociaż gdzieniegdzie można wyłapać zbyt proste rymy i porównania. Wiadomo, że w stylistyce bliskiej amerykańskiemu mainstreamowi nie będzie mowy o zawiłych metaforach i drugich dnach, ale na przykład zestawienie samego siebie i „frisbee rzucanego między ziomami” prowokuje lekki uśmiech politowania. Podobnych momentów nie ma jednak na krążku dużo i w zasadzie przymyka się na nie oko, gdyż rekompensatą są celne hashtagi, świetne występy gościnne (w szczególności Rasa, Grizleego, BRXa i Jody), a także, wspominane wyżej, bezbłędne panowanie nad bitem, klasyfikujące Młodego Wilka w ścisłej szpicy wyścigu o najlepsze flow w Polsce.

Bardzo trafnie została przemyślana warstwa dźwiękowa i mimo wielu wariacji brzmieniowych jest spójna i klimatyczna. Lwia część krążka obraca się w stylistyce nowoczesnych, bez mała dyskotekowych podkładów, jak soczysty, dubstepowy benger „Królowie Nocy”, połamany rytm kawałka tytułowego, czy oszczędny, aczkolwiek pulsujący basem „Co Słychać?”. Trochę jest naleciałości trapowych („Bezkonkurencyjny”) oraz dziwacznych eksperymentów, jak połączenie niemal prostackiego, pędzącego na złamanie karku werbla z.. jazzowo brzmiącą trąbką w „Chodź Ze Mną”. Z drugiej jednak strony dostaniemy pewną skromną porcję sampli, jeden całkowicie starszoszkolny bit (remix „Otis”) czy też „Należę Do Tych”, w którym to uraczono nas klimatem podchodzącym pod „wakacyjny”. Albo „hawajski” jak kto woli. Ba, nawet zwykłe pianinko u Gedza brzmi dobrze („Gdzie Jest Siano?”). Przyczepić się można właściwie tylko do bezpłciowego tracku otwierającego- „Nie Mów Mi, Że Jest Za Późno” okazuje się zwyczajnie słabe, patrząc przez pryzmat poziomu reszty.

Brakowało czegoś takiego na naszej scenie, naprawdę. Oryginalnego, momentami aż nadmiernie odważnego albumu (refren „Brudna Północ”) jednak mającego urok i przyciągającego uwagę słuchacza. Zdecydowanie debiut roku i bardzo mocny kandydat na podium w końcoworocznych podsumowaniach.Bezbłędne połączenie wysokich umiejętności Gedza z polotem producentów uskuteczniających najnowsze trendy, zawiesiło poprzeczkę bardzo wysoko artystom, którzy również obracają się w newschoolowym stylu. Nie da się nie wylać lukru w recenzji owego albumu, gdy niemal wszystko brzmi na niej ponadprzeciętnie i ze sobą współgra. Gedziula, co za hit !


9/10

Komentarze

Popularne posty z tego bloga

Tomb vs Filipek, czyli jak się zbłaźnić na własne życzenie

W.E.N.A. & Quiz - Monochromy EP