Przejdź do głównej zawartości

Posty

Kuba Knap - Lecę, Chwila, Spadam

Właściwie nie można nawet powiedzieć, że kariera Kuby Knapa nabrała rozpędu. Przecież on od samego początku rozkochał w sobie większość słuchaczy. Głównie przez to, że ma na siebie pomysł, dzięki czemu Mes bez wahania dołączył go do swojej alkopoligamicznej kompanii i teraz to procentuje- w krótkim czasie najlepszy ze żbików dokonał dużego progresu, dopracowując swój styl prawie do perfekcji. Niewiadomą wciąż pozostawało jednak, czy będzie on w stanie udźwignąć ciężar legalnego longplay’a. G-funk nie jest zbyt szczodry dla polskiego odbiorcy. Pierwsze (i na dobra sprawę jedyne) co przychodzi na myśl to kolektyw Mes-Stasiak -Pjus. Gdy skład przestał regularnie działać nastała po nich niemal sześcioletnia posucha. Nie dziwne więc, że fani doszukują się w Kubie spadkobiercy po 2cztery7 i zarazem polskiego Devina the Dude. Panczlajn matki natury nie jest jednak zamykany w żadną szufladkę. On sam bez trudu znalazł sobie miejsce na scenie i od razu rozbił tam biwak, po czym zaczą...

wyjaśniamy, objaśniamy, czyli podsumowanie podsumowania.

Cztery lata to może i nie jakiś wielki szmat czasu, ale na pewno okres, w którym premierę miała niejedna świetna i zapadająca na długo w pamięć płyta. Rednacz postanowił więc zebrać pewną grupę rapblogerów, mających wspólnie wybrać najlepsze wydawnictwa z określonych odgórnie ram czasowych. Całe zestawienie jak również wszystkie listy osobiste blogerów biorących udział w akcji znajdziesz [ TUTAJ ]. W moim tekście skupię się jednak wyłącznie na swoich wyborach i... krótko mówiąc- będę się wam tłumaczył, dlaczego wybrałem te, a nie inne albumy do swojego TOP10. Ponadto zaprezentuję również dziesięć wydawnictw, które do owego zestawienia nie zdołały się załapać, lecz były bardzo, bardzo, bardzo blisko. Co by przesadnie nie przedłużać- zaczynamy: oto moje subiektywnie spojrzenie na polski rynek wydawniczy z ostatnich czterech lat:  1. Ten Typ Mes – Kandydaci Na Szaleńców Absolutne opus magnum w dyskografii Szmidta. Płyta kompletna,  dopracowana do gran...

HuczuHucz - Gdzie Wasze Ciała Porzucone

HuczuHucz, zapoczątkowując do spółki z Bonsonem napływ smutnych raperów na polską scenę, w zasadzie sam zamknął się w szufladce, z której teraz ani myśli się wydostawać. Tak, album „Gdzie wasze ciała porzucone” to właściwie „Po tej stronie raju” w wersji pro. Pozbawiony czysto technicznych niedoróbek, z poprawionym warsztatem i znacznie lepszą promocją. Mówiąc prościej- to ni mniej nie więcej niż odgrzewany kotlet, tyle że przygotowany w nowej mikrofalówce. Fala niepochlebnych opinii ze strony słuchaczy nie wzięła się znikąd, chociaż mam wrażenie, że jest mocno przesadzona. Co ciekawe nie odnosi się ona do szydzenia z konkretnej płyty, bo poprzedniczka wydana w High Time była płytą naprawdę dobrą, śmiem nawet twierdzić, że jedną z lepszych w roku 2011. Odbiorców denerwuje niezbyt męski, kolokwialnie mówiąc płaczliwy, image rapera. I faktycznie, w wielu numerach z GWCP to przesadne rozżalenie dosłownie wylewa się z głośników podtapiając dobre wrażenie o całości. Kolejne...

R.I.P RIP ?

Gdy Eripe zaczynał wybijać się w podziemiu i powoli przedostawać do świadomości słuchaczy sądziłem, że będzie z niego taka szara eminencja polskiej rapsceny, która nie patyczkuje się z nikim i jeśli w twoim rapie coś mu się nie podoba- z pewnością powie ci to prosto w twarz nie owijając w bawełnę. Tony agresji, które przelał przy okazji nagrywania „Chamskich Rzeczy” i „Odium” kreowały go na bojownika, anarchistę, może nawet lekkiego odmieńca w stosunku do reszty kolegów po fachu. Dziś sytuacja zmieniła się prawie o 180 stopni. Prawie, bo może i członek Patokalipsy nie zmienił się w ciepłe kluchy, ale z pewnością stracił pazur. Który był jego największym atutem, nie oszukujmy się. Jego specyficzne podejście do rapu i doskonały w swojej prostocie pomysł na własny styl przykuwały uwagę. Nie dało się obok twórczości krakowiaka przejść obojętnie, skoro w tekstach, krótko mówiąc, nie patyczkował się i za nic miał poczucie smaku, cenzurę, czy wrażliwość słuchaczy. Raz zdarzyło mu ...

Sprint #7

Soulpete - Soul Raw

Po wydaniu płyty producenckiej jedno jest pewne- Soulpete nie może spocząć na laurach. Musi mierzyć jeszcze wyżej, tworzyć jeszcze lepsze bity i zaskakiwać słuchaczy kolaboracjami z najlepszymi ksywkami zza oceanu. Pytanie tylko, czy uda mu się przeskoczyć tak wysoko i tak finezyjnie zawieszoną przez „SoulRaw ” poprzeczkę. Lubelski producent, co zaskakujące, nie stworzył jeszcze wokół siebie bardzo szerokiego fanbase’u. Oczywiście: fani, którzy już przy nim są, dobrze rozumieją, jakimi umiejętnościami dysponuje, jak dobry ma pomysł siebie oraz jak wielkie posiada ambicje. Pomimo wydania legalnego krążka, który wkrótce zajmie miejsce na empikowych półkach, wciąż cała rzesza odbiorców nie skorzystała z jego oferty, a on sam pozostaje w dalszym ciągu artystą raczej niszowym, muszącym mozolnie zbierać nowych odbiorców. Miejmy nadzieję, że niedługo ulegnie to znaczącej zmianie i członek Rap Addix będzie szeroko rozpoznawalny nie tylko w Polsce, ale i w Ameryce. W końcu zaproszenie...