Właściwie nie można nawet powiedzieć, że kariera Kuby Knapa nabrała rozpędu. Przecież on od samego początku rozkochał w sobie większość słuchaczy. Głównie przez to, że ma na siebie pomysł, dzięki czemu Mes bez wahania dołączył go do swojej alkopoligamicznej kompanii i teraz to procentuje- w krótkim czasie najlepszy ze żbików dokonał dużego progresu, dopracowując swój styl prawie do perfekcji. Niewiadomą wciąż pozostawało jednak, czy będzie on w stanie udźwignąć ciężar legalnego longplay’a. G-funk nie jest zbyt szczodry dla polskiego odbiorcy. Pierwsze (i na dobra sprawę jedyne) co przychodzi na myśl to kolektyw Mes-Stasiak -Pjus. Gdy skład przestał regularnie działać nastała po nich niemal sześcioletnia posucha. Nie dziwne więc, że fani doszukują się w Kubie spadkobiercy po 2cztery7 i zarazem polskiego Devina the Dude. Panczlajn matki natury nie jest jednak zamykany w żadną szufladkę. On sam bez trudu znalazł sobie miejsce na scenie i od razu rozbił tam biwak, po czym zaczą...