Przejdź do głównej zawartości

B.R.O - High School



Napisałem kiedyś dla Kultury Podwórka tekst, w którym opisywałem twórczość całego tego BRO. I wypowiedziałem się o nim w kontekście utalentowanego człowieka, mogącego nawet w jakiś sposób namieszać w rapgrze. No bo tak patrząc wstecz – 3 niezłe podziemne płyty, pojawienie się w Wielkie Joł i niesamowity koncert w "Why Not?" dają całkiem pozytywny obraz młodego rapera. A raczej- dawały. Bo teraz nie można na nim zostawić suchej nitki.

W okolicy stycznia ubiegłego roku jeszcze czekałem na „High School”. Z biegiem czasu zapał systematycznie stygł, by w efekcie w dniu premiery nawet nie pokwapić się na ściągnięcie całości z internetów. No wybaczcie, ale mój dysk i tak już się zapchał. Dobrą decyzją było odsłuchanie całości na JuTube, bo ten album nie zasługuje na znalezienie się na pulpicie żadnego szanującego się słuchacza rapu.

Wracając jeszcze do tematu zapowiedzi pierwszego legala BRO- krążek powstawał naprawdę długo, bo słyszałem o nim jeszcze jakoś w okolicach roku 2011. Nie wiem, na co raper przeznaczył ten okres. Chyba na układanie fryzury, bo jeśli przez kilkanaście miesięcy stać go było jedynie na takie popułczyny, to cofam wszystko, co dobrego o nim powiedziałem.

Nie dość, że gość ma niesamowicie irytujący, plastikowy głos, to jeszcze składa linijki na poziomie Bosskiego Romana. I to takiego pod wpływem czegoś mocniejszego. Nie chodzi już nawet o technikę, która swoją drogą jest dość słaba, lecz o samą merytorykę zawartą w tekstach. Swoją drogą autor kiedyś w wywiadzie powiedział, że „nie chce nawijać szybko, bo wtedy sens gdzieś ucieka”. Spoko. Tyle, że rapując wolniej również ci gdzieś ucieka, ziom.

Naprawdę, natężenie kocopołów i banałów na kawałek zdecydowanie przekracza normy. W tym aspekcie  rzeczywiście warszawiak wyróżnia się ze sceny. Nie mówię, że nagrywanie kawałków w stylu „Jestem dobry, ale niedoceniany, więc dissuję hejterów” jest słabe z urzędu. Ale trzeba to robić z klasą (#Zeus). A przede wszystkim- nie przegadać całej płyty takim żaleniem się. Reszta (czyli jakieś 30%) to równa pochyła, ale do dobrego tekściarza Bireckiemu brakuje o wiele więcej, niż do słabego. Nie mogę słuchać już dioxopodobnych pierdół, jak :

„Jestem tylko dzieciakiem, który od zawsze wierzył tutaj w swoje marzenia
I zwykłym śmiertelnikiem jak ty, którego kiedyś pochłonie ziemia”

Nie no, propsy. Długo nad tym myślałeś ? Jeśli dodać do tego wszystkiego bardzo, bardzo marne kawałki o nieszczęśliwej miłości.. Wiecie co z nim zrobić, nie ?

I oczywiście beka ze śpiewanych refrenów. Beeresem to on nie będzie. Tak kiczowatych i nieudanych nie słyszałem od dawien dawna.

Biedy w linijkach nie tuszują występy gościnne. A nawet ją pogłębiają. Trzeba przyznać, że gospodarz dobrał na płytę raperów adekwatnych do swojego poziomu. Tak więc Sulin i Szyna- tragedia. A tego żałosnego B.A.K.U chyba już nikt nie traktuje poważnie. Jeśli tak miałaby wyglądać najbardziej utalentowana polska młodzież, chyba od razu wyemigrowałbym do Kambodży.

Progresu młody pseudo kot nie odnotował również w kwestii flow. Coś próbuje kombinować („Gorzka Czekolada”) i czasem nawet udanie przyspieszy, lecz nie jest to nic nowego w jego wizerunku. Mam wrażenie, że gość trochę stracił pazura, jego wotum wcześniej brzmiało wyraziściej, wręcz agresywniej, teraz- non stop tak samo. Bezpłciowo. Nie wiem dlaczego, ale w niektórych kawałkach BRO zaczyna też brzmieć jak Pezet, vide „Taki Sam”

Jedyne co się na płycie zmienia, to bity. Jest nawet grupa osób, którzy je chwalą. Ja się do nich jednak nie zaliczam. Może to zależy od faktu, że po prostu zostały zmarnowane przez rapera, ale krótko mówiąc- nie podobają mi się. Nie ma w nich nic szczególnego, szczególnie jak na rosnącą w siłę scenę producencką w naszym kraju. Beatmakerów mamy prawdziwe zatrzęsienie- są między innymi PAFF, Manifest, Euri, czy nawet Donatan. Ale właściwie tylko ostatni zaprezentował coś godnego uwagi („Para Papa”), reszta to typowe rzemieślnictwo, ze sporadycznymi światełkami w tunelu jak tytułowe „High School”. Są niby ciężkie werble, ale poza tym niewiele więcej. Tandetne pianinko i subtelne sample? Nie, nie są to dobre rozwiązania w roku 2013.

Co ja mam w ogóle podsumowywać ? Zero progresu, przeciętne podkłady, tragiczne teksty, głos powodujący opuchnięcie uszu. Chyba o niczym nie zapomniałem. Lepiej nie mieć kontaktu z Haj Skulem. A jeśli już, polecam na tę okazję włożenie korków do uszu. Frajda będzie podobna, a oszczędzicie sobie jeszcze słuchania słabego rapu. 

3.0/10

Komentarze

  1. Zgadzam się w 100%, chociaż podkład PAFFa bardzo mi podszedł i jest w moim top 3 beatów na tej płycie. Tak jak Next Level było całkiem słuchalne, to Hajs Kul już nie jest i to boli, bo BRO wciąż ma jakiśtam potencjał, ale ma beznadziejny PR.

    OdpowiedzUsuń
  2. dokładnie. Browarowi pozostaje dalej zadawac się z drugiem kolorowym prawilnym ziomem Sólimem w klimatach ona tańczy dla mnie.

    OdpowiedzUsuń
  3. Boże, najlepsze jest to że ten marny grajek ma teraz 3 miejsce na Olisie. A najbardziej rozwala mnie ta okładka tej płyty, taka stylu dla 3 latków.

    W każdym razie zapraszam do siebie.
    http://pilkoholizm.blogspot.com/

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Tomb vs Filipek, czyli jak się zbłaźnić na własne życzenie

Tygodnik #2