Przejdź do głównej zawartości

Beeres - Klub Wyklętych Futurystów


Nie wiem, czy istnieje jakaś dziedzina, w której Beeres nie byłby mistrzem. Rapuje z wielką gracją, robi bity na najwyższym poziomie, tworzy nowoczesną muzykę i jeszcze sam potrafi zadbać o stronę graficzną albumu. A ma przecież dopiero 21 lat.

Nareszcie bez żadnych zawahań mogę stwierdzić, że nastąpił powiew świeżości na naszej skostniałej scenie. Dotychczas w 2012 miały już premierę albumy poprawne, dobre i ze dwa świetne, ale i tak nawet one nie zaskakiwały niczym  nowym. Tymczasem na scenę wkroczył Beeres. I jeśli  „Analogowy Raz w Cyfrowym Świecie” potraktować jako rozgrzewkę, tak „Klub Wyklętych Futurystów”  to już mocny kopniak w tyłek dla całej sceny. 

Reprezentant Bielsko-Białej w końcu został zauważony przez szersze grono słuchaczy rapu. Należało mu się to od jakiegoś czasu. To, co ziomek pokazywał za każdym razem, gdy brał się za majka zwiastowało burzę. Żeby w wieku 19 lat dostawać propsy typu „Niedługo nawet Mes będzie ci czyścił buty” to trzeba naprawdę być megakotem.

Bardzo cieszy fakt, iż Beeres nie potraktował szansy od Aptaun jako złapanie Boga za nogi. Nie nagrał bowiem, wzorem Mielzkiego, naciąganego LP z max trzema- czterema dobrymi kawałkami. W zamian oddał w nasze ręce dziewięć bardzo dopieszczonych produkcji, których słucha się z bananem na twarzy. Reszta to raczej wypełniacze, niemniej również cieszą ucho. Trzy instrumentale (DYIWF) to wysoka półka i aż szkoda, że Konrad nie nawinął pod te bity.

Co nie znaczy, że warstwa muzyczna na pozostałych trackach w jakiś sposób zawodzi. Wręcz przeciwnie, bo mamy do czynienia ze świeżymi i, z godnie z nazwą, futurystycznymi rozwiązaniami. Jednak uwaga- wcale nie mam na myśli technorąbanki imitującej bycie cool. Na krążku pełno od melodyjnych, kilkuwarstwowych produkcji, przy których głowa sama się giba. A to doskonały, połamany bit w „Krzyk”, a to spokojny, minimalistyczny z „Dobranoc Pani Paris”, a na deser surowy, jednak specyficznie ubarwiony „Angry Bird”. Plejada pomysłów, a każdy z nich oryginalny i na swój sposób „inny” od reszty. Świetna robota producentów (w tym samego gospodarza).

A jak on po tych bitach leci. W krótkim wywiadzie dla Popkillera przyznał, że w swoim rapie stawia na flow. Nie kłamał. Co prawda specyficzna maniera w głosie może niektórych drażnić, lecz na pewno nie przeszkadza podczas odsłuchu albumu. Nawet pod tym względem każdy utwór jest oryginalny. Beeres zmienia flow i operuje nim naprawdę dobrze. Potrafi świetnie przyspieszyć („Pozwól Uwierzyć”), choć de facto nie robi tego często. Raczej wybiera sobie dowolne flow na utwór i leci nim już przez całe 3 minuty. Mamy więc nie tylko spokojną melorecytację, pod niezwykle klimatycznym podkładem w „Park Róż”, ale również bardziej agresywnie, jak w „Krzyk”. Można powiedzieć, że podopieczny Aptaun uzupełnia sam siebie. Szukając najciekawszych rozwiązań, czasem coś przekombinuje, jak niepotrzebne, trochę sztuczne podśpiewywanie w „Angry Bird”, ale na ogół większość pomysłów to strzały trafione w przysłowiową dziesiątkę. Samo śpiewanie w refrenach też wyszło całkiem ciekawie („Za Późno”) chociaż bez tej składowej płyta nie straciłaby zbyt wiele na wartości.

Teksty to jedyna rzecz o jaką można się przyczepić. Nie żeby były one szczególnie złe, czy naciągane, ale wersy czasami po prostu nudzą. Raper nierzadko wyskoczy z jakąś fajną linijką, ale jednak nie niweluje to w pełni lekko negatywnego odbioru całości. Artysta za często zaczyna też gubić wątek i nawijać o kilku rzeczach naraz, czego sam bardzo nie lubię. Poza tym trochę za dużo tematyki damsko-męskiej, niemniej da się tego wszystkiego słuchać bez grymasów na twarzy. Taka idealna szkolna czwóra.

Występy gościnne to krótki temat, chociaż wart omówienia. Głównie poprzez fakt, że Te-Tris dosłownie utopił się w bicie zaserwowanym przez SoDrumatica. Zdziwienie to mało powiedziane, mamy do czynienia z ewenementem na polską skalę. No przecież nieczęsto się zdarza, żeby jeden z najlepszych raperów w kraju poleciał tak beznadziejnie. Deoden natomiast pozytywnie zaskoczył, dając nam żywiołową szesnastkę, naprawdę na poziomie. Dorota Jagiełło równie dobrze poradziła sobie z zaśpiewaniem dwóch refrenów, więc suma summarum gościnki wychodzą na plus. Ale niesmak po Adamie jednak ciągle czuć.

Newschool nagrany przez Beeresa nie każdemu przypadnie do gustu- to na pewno. Powiew świeżości może być dla niektórych zbyt duży i wręcz zdmuchnąć ich z płyty. Trudno. Nie wiedzą co tracą. Za kilka lat ten ziomek będzie niszczył 3/4 sceny. Bo jak na razie niszczy połowę.

9.0/10

Komentarze

  1. Myśle ze 9 to za duzo.

    OdpowiedzUsuń
  2. macie racje, 9 za dużo, moim zdaniem, ale na pewno nie "o jakieś 9 za dużo"... jak dla mnie 7

    OdpowiedzUsuń
  3. Dla mnie 9 to dobra ocena, ale może to kwestia mojego zajarania Beeresem. Zastanawiam się tylko, cze feat Te-Trisa rzeczywiście był tak słaby? Zdecydowanie poniżej skillsów Adama, ale nadal była to całkiem niezła 16. Dedoen za to pozytywne zaskoczenie.
    Zastanawiam się, czy Beeres nie powinien nagrać całej płyty z Dorotą Jagiełło. Dla mnie płytę ukradło "Dobranoc Pani Paris", a zaraz po nim "Za późno".

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Tomb vs Filipek, czyli jak się zbłaźnić na własne życzenie

10 najlepszych kawałków na poprawę humoru