Przejdź do głównej zawartości

O.S.T.R - Jazz, Dwa, Trzy




     Ostry to już właściwie żywa legenda polskiego hip-hopu. Istny człowiek- instytucja. Ktokolwiek chciałby skreślić jego zasługi w rapie, spełzłby na niczym. Zawsze skromny i obecny na scenie od bardzo, bardzo dawna, popełniał progres z płyty na płytę. I nawet, gdy już myśleliśmy, że niczym ciekawym nie zaskoczy, wydał ,,Tylko Dla Dorosłych’’ i udowodnił, iż wciąż ma na siebie wiele nowych pomysłów- niewielu raperów nagrywa przecież koncept albumy.

Między innymi dlatego wiązałem spore nadzieje z nadchodzącym albumem.
                Ostry jest obecnie na osobistym szczycie składania wersów.  Na pewno ani przez chwilę nie spada poniżej swojego niezłego poziomu, jednakże jest też druga strona medalu- wyżej wznieść się już po prostu nie potrafi. Nie umie wymyślić nic bardziej odkrywczego w pisaniu tekstów do bitów i zwyczajnie skończyły mu się tematy do opisania. Nie da się też wyprzedzić samego siebie i chyba to jest ta nieprzekraczalna granica możliwości Ostrowskiego. Jednak jego flow w żadnym razie się nie nudzi. Głównie przez to, iż raper dysponuje ciągle swoim jakże charakterystycznym, lekko zachrypniętym głosem. W warstwie tekstowej trudno więc mówić o rewolucji, czy próbie przeskoczenia własnych umiejętności. 
              Zupełnie inaczej jest natomiast z częścią instrumentalną. Tutaj Adam stale podnosi sobie poprzeczkę- tytuł zobowiązuje i na albumie znów (po ,,Jazzurekcji’’ i ,,Jazzie w wolnych chwilach’’) słychać spore wpływy muzyki jazzowej. Jest to dobre rozwiązanie, ze względu na urozmaicenie- poprzedniczka była bowiem dość typowa pod względem bitów. Przez użycie prawdziwych instrumentów podkłady są tutaj naprawdę ciekawe, brzmią o wiele, wiele lepiej niż sztuczne wytwory syntezatorowe i najzwyczajniej w świecie pasują do klimatów Ostrego. Trzeba zaznaczyć, że choć w trackliście widnieje 18 tracków, to bitów jest więcej, ponieważ w prawie każdym utworze występują po dwa, odmienne od siebie, instrumentale. 
               Raper nie traci również z pewnością dobrych pomysłów, choć to już jego 10 solowy krążek. Taka liczba robi wrażenie, a przecież nigdy dotąd nie zawiódł swoich słuchaczy. Nie popadając jednak w dygresję, trzeba przyznać, że ciekawie rozwinięty jest lirycznie kawałek ,,Doba’’ jak i dobrze, bardzo humorystyczne okazuje się opisanie relacji damsko-męskich w ,,W Miłości’’. Poza tym mamy tak mocne wersy, opisujące rzeczy denerwujące artystę  w ,,W Nienawiści’’ jak i typowe, trochę leniwie nagrane kawałki o samym Ostrym, przykładem ,,I Co Powiedzieć’’.  Ale to nie są na pewno już tak celne linijki, jak choćby na debiutanckiej płycie łódzkiego rapera. Dochodzi wręcz do tego, że czasem Adam jest przewidywalny w swoich kolejnych spostrzeżeniach. Tutaj nie ma tak naprawdę nad czym pracować- zatuszować braki w tekstach może jedynie spora żywiołowość. Taka jak choćby w ,,Do Tego Bitu’’ z płyty wydanej w 2007 roku.
                Reasumując- nie jest to powrót rapera w glorii i chwale. Inna sprawa, że nie bardzo miał skąd wracać, w końcu ten album wyszedł zaledwie kilka miesięcy po ,,Złodziejach Zapalniczek’’, na których rapował do bitów Emade. Podkłady łódzkiego maestro wciąż budzą niekłamany podziw, ale Ostry musi wykrzesać z siebie więcej energii, by nie zanudzić słuchaczy. Tak naprawdę to już ich zanudził, wypadałoby więc, by wrócić do ich łask. Trzeba jednak podkreślić, iż gość wciąż stara się o fanów dbać (szkoda że warstwą niekoniecznie wersową_- ładne kartonowe pudełko kryje bowiem nie dość, że dwie płyty CD, to jeszcze pewną ciekawą grę planszową.

  5.0/10

Komentarze

  1. 5/10 tylko dlatego, że to jego 12 album (10 był OCB)? Mało kto w Polsce pływa tak luźno po bitach jak OSTR, dla mnie każde jego solo to prawdziwa uczta. Ciekaw jestem recenzji albumu z Marco Polo...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty z tego bloga

Tomb vs Filipek, czyli jak się zbłaźnić na własne życzenie

Tygodnik #2